Sięganie a potrzeby
W bioenergetyce ruch sięgania pokazuje nie tylko, na ile możemy potrzebować, ale także co, otwiera w nas zależność. Dlatego, za nim będziesz czytać dalej, wejdź w poniższe doświadczenie. Zachęcam, by nie tylko wyobrazić sobie opisaną treść, ale po prostu spróbować i sprawdzić, co się wydarzy.
Doświadczenie „Jak sięgam?”
Wstań, poczuj kontakt stóp z ziemią i sięgnij. Spontanicznie, nie mając więcej informacji, o jaki rodzaj sięgnięcia chodzi. Sprawdź, jaki ruch wyszedł z Twojego ciała? Sięgnąłeś dwiema rękami? Jedną? Na wprost czy do góry? Jak ustawiliśmy ramiona, a jak dłonie? Co stało się z klatką piersiową? Czy pojawiły się jakieś uczucia, myśli, obrazy? A może napłynęły konkretne zdania: „Czy mam prawo sięgać”, „Czy jest ktoś dla mnie”, czy „Nic od ciebie nie chcę”.
Celowo nie podałam w opisie do kogo lub po co mamy sięgnąć. Ważnym wglądem będzie już to, co podpowie Ci Twój umysł i ciało. Czy będzie to sięgnięcie po osobę, która przyszła Ci do głowy, a może po siłę wyższą, czy po rzecz, której pragniesz? A może pojawi się pustka lub przyjdzie jakość martwego ruchu pozbawionego sensu? Uzyskane w ten sposób informacje dadzą Ci wstępne rozpoznanie o jakości Twojego sięgania.
„Pokaż mi, jak sięgasz, a powiem Ci, jak potrzebujesz (albo nie potrzebujesz)…”
Żart? Nie! Fizycznie sięganie to nic innego jak wyciągnięcie rąk. Robimy to dziesiątki razy w trakcie dnia, nie zastanawiając się nad tym. Ruch ten otworzy zupełnie inny wymiar, kiedy mamy sięgnąć po coś, co zależy od drugiej osoby lub po prostu po nią samą: jej obecność, wsparcie, bliskość. W tym momencie do głosu dojdzie zapisana w ciele historia naszego potrzebowania. Wpłynie ona nie tylko na to, jak to zrobimy, ale też jak się przy tym będziemy czuli.
Wyobraźmy sobie dziecko siedzące w łóżeczku i wyciągające rączki, by ktoś je wziął. Nikt nie reaguje. Maluch dalej sięga, zaczyna krzyczeć, ale ciągle nikt nie podchodzi. Początkowa potrzeba wyrażana z nadzieją: „Weź mnie”, zamieni się we frustrację, a ta z czasem przekształci się w złość. Kiedy dziecko dalej zostanie pozostawione samemu sobie, złość przejdzie we wściekłość, której przeżywanie wyczerpie je i doprowadzi do przytłaczającej bezradności, a wraz z nią rozpaczy. Jego ręce opadną, szloch ucichnie, zamieniając się w kwilenie, krzyk zamieni się w jednostajny zawód. Pojawi się rezygnacja, która z czasem będzie rozwijać się w stronę apatii. Dziecko zaśnie ze zmęczenia. Jeśli to doświadczenie będzie się powtarzać, maluch skróci czas nawoływania, szybciej się poddając. Odczuwalna potrzeba kontaktu zostanie krok po kroku pomniejszona, wycofana do środka, aż w końcu zamrożona do przynoszącego ulgę nieczucia. Powstaną mechanizmy obronne, które zwolnią z potrzebowania, zaprzeczając mu i chroniąc przed koniecznością ponownego przeżywania opuszczenia i idącej za nim rozpaczy. Tak ważne jest, byśmy nie kazali dzieciom rozpaczać w samotności.
Sięganie a potrzeby
Ślady powyższej historii możemy zobaczyć w ciele dorosłej osoby na dwa sposoby, w zależności od tego, jaki wzorzec energetyczny rozwinęła. Możemy powiedzieć o typie rozładowanym, zrezygnowanym z przekazem: „Dla mnie nie będzie” i naładowanym, zaprzeczonym, mówiącym: „Nic nie potrzebuję”.
- Typ rozładowany
Część z nas pewnie rozpozna to wewnętrzne poczucie: „ile bym nie dostał, nie będzie dość albo nie będzie to to, albo nie będzie takie”. Stale obecna frustracja, która ciągle atakuje wszystko, co otrzymałem(am) i przemienia w popiół rezygnacji.
Znamy pewnie też doświadczenie, kiedy czujemy, że ktoś bardzo potrzebuje pomocy, a my pomagamy, ratujemy, po czym zostajemy z nieprzyjemnym rozpoznaniem: „Ojejku, nic z tego, co dałem, nie zostało”.
W obu przypadkach mamy w kontakcie osobę, która bardzo potrzebuje, ale nie może się nasycić. Jej dziecięce potrzeby zostały odrzucone, przetrzymane czy błędnie zrozumiane. Krótko mówiąc – nie było na nie adekwatnej, dostrojonej odpowiedzi. Kiedy takie sytuacje powtarzają się, doprowadzają do nadmiernej frustracji, która wyczerpuje aż do głębokiego poczucie rezygnacji: „I tak nie dostanę”. W dorosłym życiu powstały w ten sposób wzorzec każe szukać idealnego karmiciela, który nasyci wszystkie braki. Człowiek z taką historią stale naraża się na odtwarzanie głębokiego niezaspokojenia. Dawny deficyt przesłania możliwość zobaczenia, że dziś mogę nakarmić się sam. Praca nad podważeniem iluzji o doskonałym dawcy będzie kluczem do przerwania błędnego koła powtórzeń.
Osoba z takim doświadczeniem będzie czuła, że właściwie nie ma po co sięgać. Kiedy uniesie ręce, dłonie będą wiotko opadały, jakby złamane w nadgarstkach. Ramiona i szyja napną się, pomagając w trzymaniu ciężaru bezwładnych kończyn. Głowa lekko się pochyli, a spojrzenie uniesie w proszącym poszukiwaniu miłości. Ciało zapadnie się, jakby człowiek toczył walkę z grawitacją o utrzymanie się w pionie. Widzimy, jak stan wyczerpania utrwalił się w organizmie. Po chwili takiego ruchu, człowiek zacznie mówić, że ma strasznie ciężkie ręce albo że ich w ogóle nie czuje, bo są drętwe czy martwe. Ta manifestacja fizyczna jest spójna z przeżyciem wewnętrznym takiej osoby i odtwarzaniem go w świecie. Potrzebowanie nie ma sensu, więc na różne sposoby jest pomniejszane, zaprzeczane czy wypierane.
Dbanie i troska o siebie będą kojarzyć się z wysiłkiem ponad miarę.
Przyjmowanie pomocy od innych obarczone będzie lękiem, że staniemy się ciężarem nie do dźwignięcia. Mówiąc językiem bioenergetycznym, taki człowiek jest rozładowany i nie może utrzymać stanu ładowania, czyli dostępu do energii. Potrzebna więc będzie praca nad „akumulatorem” – to tak technicznie, a chodzi po prostu o zwiększanie pojemności na czucie, wyrażanie i zostawanie z własną żywotnością, bez konieczności wyczerpywania się.
- Typ naładowany
Każdy zapewne doświadczył sytuacji, w której ktoś czegoś od nas potrzebuje, ale nijak nie czujemy, że nas o to prosi. Z minuty na minutę zaczynamy mieć coraz większe poczucie, że to my czegoś od niego chcemy i to nam zależy bardziej na zaoferowaniu pomocy. Takie sprytne odwrócenie zależności, ale jak skuteczne! Potrzebujący, który nijak nie może znieść tego faktu, sprawia, że właściwie to on robi nam grzeczność, przyjmując nasze wsparcie. Kiedy jesteśmy w relacji z osobą, która w ten sposób rozgrywa zależność, prędzej czy później zostajemy z refleksją: „wygląda na to, że w tej parze tylko ja potrzebuję, a ta druga osoba jest zupełnie ponad tym”. Warto wtedy pamiętać, że podobna postawa ma ukryć głęboko skrywany lęk przed ponownym byciem użytym czy odrzuconym: „teraz to ja odrzucam i to ja użyję pierwszy, zanim ktokolwiek użyje mnie”.
Zaprzeczenie potrzebom jest najlepszym sposobem zabezpieczenia się przed kolejnym upokorzeniem i byciem zranionym.
Kiedy osoba naładowana sięga, to poza samym uniesieniem rąk nic więcej nie będzie wskazywało, że jest jakaś przestrzeń na przyjęcie czegoś od drugiego człowieka. Mocne, wyprostowane ręce niosą przekaz: „podejdź bliżej, a się odbijesz”. Opancerzona klatka piersiowa, ustawiona wdechowo, bardzo szczelnie obudowuje serce, oddzielając je od świata. Cała postawa zaś jest zwarta, gotowa i zaciśnięta. Oczy czujnie obserwujące, usta uśmiechnięte, a głowa wraz z tułowiem lekko, prawie niewidocznie wycofana, tworząca pozór kontaktu. Osoba z zaprzeczonymi potrzebami raczej umrze ze śmiechu na wiadomość, że potrzebowanie jest dobre. Zatrzymać ją może nasilające się poczucie braku czegoś nieokreślonego, nazywane zwykle nieprzyjemną pustką czy niepokojem. Wewnętrzna rzeczywistość nie da o sobie zapomnieć. W środku niej jest zagłodzony człowiek, który z lęku musi stale pacyfikować napływające potrzeby. Głód ten może z czasem „kazać” szukać pomocy i staje się pierwszym krokiem do uznania: „ja też potrzebuję”.
Na ilustracji zestawiono wzorce sięgania reprezentujące te dwa skrajne bieguny. Pomiędzy nimi jest oczywiście szerokie spektrum różnych rozwiązań konfliktowych. Na środku jest małe dziecko, które wyciąga ręce do świata z pewnością, że ten hojnie mu odpowie. Mówimy „tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga” (Mickiewicz) jednak, by było to możliwe, dziecko potrzebuje wcześniej móc sięgnąć po kogoś, kto jest tuż obok, tylko dla niego samego i wypełni wielką przestrzeń zawartą między jego ramionami.



