Odpuszkować złość
Żadna inna emocja nie budzi tak wielu negatywnych skojarzeń jak złość. To uczucie, którego nie chcemy przeżywać, oceniamy jako złe i szkodliwe, obwiniając za nasze zachowania. Często mylimy ją z innymi emocjami, takimi jak: wściekłość, furia, zawiść czy lęk. A złość to bardzo żywotne uczucie, dzięki jej sile możemy zmieniać, skutecznie sięgać czy zatrzymywać.
Kiedy pojawia się złość, zwykle pełni również funkcję informacyjną: „Coś mi tu przeszkadza… moje granice są przekraczane” i w końcu „To, co się dzieje, rani mnie, chcę coś z tym zrobić!” Należy więc ona do emocji alarmowych, umożliwiających sprzeciw, obronę, a jeśli zajdzie konieczność – atak. W uproszczeniu można by powiedzieć, że złość pomaga nam rozpoznać źródło bólu. Wzbudzona energia umożliwi zatrzymanie lub opuszczenie raniącej dla nas sytuacji.
Większość z nas wkłada wiele wysiłku w tłumienie złości. Wiąże się to niestety ze stałą utratą żywotności. Łatwo sobie przypomnieć, ile mamy energii, kiedy ją czujemy. Ile więc musimy włożyć, by ją zablokować? Jak już wiemy, zatrzymując jedną emocję, ograniczamy możliwość przeżywania pozostałych, w tym tych „dobrych”, a na pewno chcianych. Gdy powstrzymujemy złość, nie sprawiamy, że ta znika. Jej ładunek kumuluje się, co przekłada się bezpośrednio na wzrost napięcia w ciele. Nasza pojemność na bycie w kontakcie z tym uczuciem zmniejsza się i z tłumienia na tłumienie zwiększamy szansę na wybuch. No właśnie! Tylko czy dalej będziemy mieć wtedy do czynienia ze złością? Zablokowaliśmy jej ekspresję, ale jej energia jest nadal w tkankach i zostaje przetworzona we wściekłość, a to już zupełnie inne uczucie.
Obszarem ciała, przez który przechodzi pobudzenie mięśniowe, kiedy się złościmy, są głównie ręce, tułów i głowa, a w niej zwłaszcza szczęki. Są to miejsca związane z sięganiem, ostrzeganiem czy bronieniem się. Tam właśnie możemy szukać napięć związanych z tłumieniem tego uczucia. Ramiona będą uniesione, głowa wysunięta do przodu, a żwacze rozbudowane.
W bioenergetyce szczegółowo rozróżniamy uczucia alarmowe. I tak − stopniując − mamy:
- Rozdrażnienie – odczuwamy dyskomfort, którego ładunek pozwala na delikatne, spontaniczne ruchy, tak jakbyśmy odganiali muchę.
- Irytację – ładunek w mięśniach narasta, bo też siła odczuć wzmaga się. Reakcję ciała można porównać do odganiania się od namolnej muchy, która postanowiła na nas usiąść. Nie chodzi już tylko o zakłócanie przestrzeni wkoło nas, ale o wejście w granice naszego ciała.
- Złość – wyobraźmy sobie teraz muchę, która wpada do pokoju i wchodzi do szklanki z sokiem, który pijemy. Do tego przylatuje jeszcze jej koleżanka… Zaczynamy dość gwałtownie je odganiać, wyrażając przy tym werbalnie sprzeciw. Ruchy są energiczne, ale w kontakcie. Chcemy ocalić sok, a nie zbić szklankę. Reagujemy emocjami mimowolnie, ale pod kontrolą ego, dostosowując działania do rzeczywistości.
- Wściekłość – kontynuując tę sytuację wyobraźmy sobie, że jedna z much wpada do soku, druga lata nam w koło głowy i pojawia się trzecia, która siada nam na czole. Ładunek emocji jest nadmierny do możliwości pomieszczenia, udział ego jest bardzo ograniczony. Nasza reakcja przestaje być w kontakcie z rzeczywistością. Strącamy szklankę, polując na muchy, wylewamy sok. Straty przestają mieć znaczenie, wchodzimy w destrukcyjność. Wściekłość charakteryzuje brak adekwatności.
- Furię – można by powiedzieć, nieważne, że były to muchy, zniszczę ul z pszczołami. W tym stanie nie mamy zupełnie kontaktu ze sobą ani z rzeczywistością. Następuje wyładowanie niszczące bezgraniczne w swej sile.
Opisane sytuacje dość łatwo można przełożyć na relacje międzyludzkie. Mówiąc o tym, że boimy się złości, często mamy na myśli lęk przed wściekłością, swoją i innych. Z drugiej strony, zwyczajnie brakuje nam praktyki i kultury złoszczenia się. Nie mamy doświadczeń, że złoszczenie się jest w porządku. Odmawiamy sobie do niego prawa, zwłaszcza pokazywania się z nim. Często też nie znamy bezpiecznych dróg przeżywania go ani wiary, że nikomu nic złego się nie stanie, a relacje przetrwają.
Komunikaty, które często słyszymy jako dzieci, kiedy się złościmy to:
- nie ma co się złościć
- złość piękności szkodzi
- grzeczne dzieci się nie złoszczą
- ale brzydka dziewczynka, tak się krzywi
- nikt cię nie będzie lubił
- ryby i dzieci głosu nie mają
- mamusię boli serduszko, kiedy tak na nią krzyczysz
- to grzech, zobaczysz Bozia cię ukaże
- zobacz, co narobiłeś, zdenerwowałeś tatusia, przeproś go
- idź i wróć jak się uspokoisz
Zdecydowanie wzmacniane jest bycie „grzeczną dziewczynką” i „dobrym chłopcem”.
Na szczęście coraz więcej zostawiamy miejsca na dziecięcą ekspresję, w tym okazywanie niezadowolenia czy sprzeciwu. Jednym z trudniejszych doświadczeń dla malucha jest rodzic, który boi się jego złości. Dziecko też będzie się jej bać, wzrastając w poczuciu, że jest przerażająca i niebezpieczna dla innych. I tak, jako dorośli wyzbywamy się tego uczucia, przeżywając je jako najgorszego wroga.
Złoszczenie wymaga praktykowania. Od momentu uświadomienia sobie, że coś nas rozdrażniło, przez nazwanie, co to było, pozostanie w kontakcie z ładunkiem złości, po możliwość wyrażenia: „jestem zły, nie zgadzam się na to”! Mówienie o swojej złości w kontakcie z drugą osobą już jest jej wyrażaniem. Przez ujawnienie, co czujemy, osłabiamy ładunek emocjonalny, równocześnie pozostając w łączności ze swoją rzeczywistością wewnętrzną. Oczywiście zatrzymana wściekłość i furia również są kierunkiem do pracy, ale już w psychoterapii.
Złoszczenie chroni przed przemocą, więc czujmy swoją złość!



