Przejdź do głównej treści
Ciało mój dom. Kieszenie kruchości.
07 wrzesień 2026
Nowe!

Ciało mój dom. Kieszenie kruchości.

Zdarzają się rzeczy, które nie czynią nas silniejszymi, nawet jeśli przeżyjemy. Chcemy wierzyć, że czas nas uleczy sam z siebie. Ale czas nie jest lekarstwem, jeśli pozostaniemy bierni. Wtedy po prostu upływa, obojętny. Kintsugi pokazuje nam, jak objąć nasze uszczerbki, pęknięcia i rysy. Nasze rany. Słabość i ułomność. Naszą kruchość i przemijalność. Jeśli się postaramy, możemy stworzyć nową całość z rozbitych części i łączących je blizn. Blizny po bólu, cierpieniu spowodowanym utratą, doznanych upokorzeniach są widoczne. Takie pozostaną. Do końca. Nie ukrywamy ich w poszukiwaniu sztucznej doskonałości. Niedoskonałość i przemijanie to część tego, kim jesteśmy. Część naszej podróży.

Joanna Bator „Purezento”

To, czy wyrażamy uczucia, tłumimy je, czy też wyrzucamy z siebie, zwykle nie wynika ze świadomej decyzji. Nasze wzorce reakcji emocjonalnych zostały ukształtowane przez predyspozycje charakterologiczne, doświadczenia z dzieciństwa oraz przez to, co uwewnętrzniłyśmy(-liśmy), nadając temu rangę prawdy o nas samych i świecie. Tak powstaje nasza subiektywna rzeczywistość, którą uznajemy za oczywistą.

Z czasem schematy te nabierają mocy i automatycznie się uruchamiają w odpowiedzi na określone sytuacje. Mamy wtedy refleksje: „O nie! Znowu stłumiłam(-łem) złość” albo: „Jak się cieszę, że mogłam(-łem) wyrazić to, co czuję!” lub też: „Po co to powiedziałam(-łem)? To było przekraczające”. Rozpoznajemy w ten sposób jakości spójne z nami i te, które wymagają zmiany. Często wskazują je nam inni ludzie, nie godząc się na nasze zachowania albo też wykorzystując nasze ograniczenia, na przykład wtedy, gdy nie umiemy się sprzeciwić. W takich momentach nasza prawda wewnętrzna spotyka się z zewnętrzną weryfikacją. W ten sposób stopniowo się dowiadujemy, kiedy wyrażanie uczuć jest dla nas możliwe, a kiedy je tłumimy czy wyrzucamy z siebie. Dostrzegamy, których emocji unikamy, których doświadczamy w nadmiarze, a które mylimy z innymi (więcej w cz. V rozdz. 1. „Ach, te emocje”).

Powoli uczymy się siebie i rozumiemy, że nie wszystkie nasze sposoby przeżywania uczuć są korzystne – niektóre zostały dawno temu zapożyczone od bliskich i uznane za własne. Nadchodzi czas weryfikacji i… zmiany.
W trakcie czytania tej książki będzie wiele okazji do rozpoznania własnych schematów emocjonalnych, zrozumienia, jakie obrony włączamy, oraz poszukania nowych sposobów wyrażania siebie. Na początku tej drogi przyjrzymy się, jaki sposób reagowania na wzrost natężenia uczuć jest dla każdego z nas najbardziej typowy. Czy nasz świat emocjonalny przypomina bardziej fale zalewających uczuć, z których trudno się wyłonić? A może raczej czujemy się odłączeni, jakbyśmy byli za szybą, zza której z obojętnością obserwujemy siebie i innych?

Obie te tendencje wskazują na kruche miejsca w naszym wnętrzu. W procesie powrotu do siebie potrzebujemy się dowiedzieć, gdzie one są, co je uruchamia i – co najważniejsze – jak się nimi dobrze zająć. Jon Frederickson*, jeden z moich nauczycieli psychoterapii, nazywa je kieszeniami kruchości. Jego zdaniem, każdy z nas ma taką kieszeń. Pytanie tylko, jak i kiedy może się ona ujawnić.

Słowo „kruchość” idealnie opisuje to, co traumy relacyjne czynią z wrodzoną dziecięcą elastycznością, otwartością i rezyliencją*. Pod wpływem urazów psychika dziecka staje się mniej plastyczna, jego zaufanie do innych ograni-czone, a jeśli przekroczenia się powtarzają, odporność psychiczna malucha maleje i pojawia się kruchość. Jedno pęknięcie łączy się z kolejnymi, tworząc misterną siatkę przeciążeń psychofizycznych. W ten sposób dziecko jest coraz bardziej podatne na urazy, a poziom jego bezpieczeństwa stopniowo spada.

Joanna Bator w znakomitej książce Purezento opisuje japońską sztukę naprawy porcelany – kintsugi – jako metaforę procesu gojenia ran. Na szczęście nie jesteśmy tak delikatni jak porcelana, choć różne zdarzenia czynią nas kruchymi. Blizny, które powstały w miejscach pęknięć czy złamań, nie tylko świadczą o naszej historii, ale przypominają, że wrażliwe miejsca wymagają czułego traktowania również dziś. Są także dowodem na to, że naprawa jest możliwa – przeżyłyśmy(-liśmy), a nasz życiowy potencjał jest silniejszy niż kruche miejsca.

W naszym procesie potrzebujemy nie tylko poznać liczbę i głębokość swoich kieszeni kruchości, lecz także dowiedzieć się, co w nich trzymamy i jak daje nam to o sobie znać. Często kruche miejsca pozostawiamy w ukryciu, gdzie nikt ich ponownie nie dotknie. Powstałe systemy obronne miały (i nadal mają) jeden cel – ochronić miejsca bolesne i osłabione. Boimy się uczuć z nimi związanych, które dawno temu stłumiłyśmy(-liśmy), i za wszelką cenę próbujemy dalej utrzymać je poza świadomością. W ten sposób kiedyś chroniłyśmy(-liśmy) relacje z najbliższymi. Dziś dalej wierzymy, że odłączanie się od czucia czy też atak na Ja to najlepsze sposoby radzenia sobie z emocjami. A jednak miejsca te i tak wołają do nas w wymagających momentach życia, zwłaszcza jeżeli nigdy nie stworzyłyśmy(-liśmy) warunków, by nastąpił proces gojenia.

Kiedy zbliżamy się do kruchych miejsc, najczęściej:

  • Czujemy, że uczucia nas zalewają.
  • Izolujemy się od emocji i nie czujemy nic.

Te dwie skrajne reakcje powstały w odpowiedzi na sytuacje, które w dzieciństwie były dla nas zbyt zagrażające. W uproszczeniu powiedziała¬bym, że im wcześniej dotknęły nas traumy (więcej w cz. IV „Trauma a cia¬ło”), tym bardziej prawdopodobne jest, że na wzrost poziomu uczuć zareagujemy znieruchomieniem i zalaniem emocjami (albo odwrotnie). Niedojrzały układ nerwowy dziecka nie jest w stanie przeżyć intensywnych emocji bez wsparcia uziemionego dorosłego. Takie doświadczenia zagra¬żają spójności Ja. W odpowiedzi na nie maluch zamiera. Bez adekwatnej pomocy opiekunów uczucia „zabierają” dziecko, co jest dla niego do¬świadczeniem dekompensującej bezradności, które skutkuje pojawieniem się lęku przed rozpadem*. Dziecko jest pochłonięte przez stan, w którym się znalazło, i nie dostaje skutecznej pomocy, by się z niego wyłonić. Im wcześniej i częściej w życiu malucha zdarzały się takie sytuacje, tym głębsze i bardziej złożone będą kieszenie kruchości u dorosłego.

Jeśli trudne doświadczenia wydarzyły się w późniejszym dzieciństwie, kiedy mieliśmy lepiej rozwinięty układ nerwowy i silniejsze ego, prawdopo¬dobnie w odpowiedzi na wzrost poziomu uczuć uruchomimy izolację afek¬tu. Kiedy opiekunowie są obojętni wobec emocji dziecka (a także wobec uczuć własnych oraz innych osób) i nie są zdolni do empatycznego od¬zwierciedlenia czy rezonowania z tym, co ono w danej chwili przeżywa, taki sposób reagowania zostanie przyjęty jako norma.

Izolacja afektu może się też rozwinąć w sytuacjach, kiedy uczucia dziecka są wyśmiewane albo karane. Również obraz rodzica, który jest zalany przez swoje stany emocjonalne, przeraża dziecko. W dorosłym życiu może to skut¬kować przyjęciem skrajnie odmiennej postawy, której celem staje się ogra¬niczanie uczuć do minimum. Z tymi kieszeniami kruchości trudniej się skon¬taktować, bo są świetnie chronione i kontrolowane przez nieczucie.

W przypadku zalania uczuciami dość szybko odczuwamy ogromny na¬pór emocji wraz z nasilającym się lękiem. Zaś przy izolacji afektu – wręcz przeciwnie. Nic nie czujemy. Ogarnia nas znudzenie, obojętność i pustka. Nie dajmy się temu zwieść. Za tą fasadą kryją się opuszczone miejsca, które po¬trzebują naszej opieki.

Przykłady pokazują, w jaki sposób może dojść do powstania tych dwóch skrajnych reakcji. Zwykle jednak znamy obie. W przypadku kontaktu z jed¬nym uczuciem możemy uruchamiać izolację afektu, a wzrost poziomu in¬nej emocji może powodować nasilenie lęku. Umieszczam to rozróżnienie na początku książki, żebyś już teraz mogła (mógł) określić, której reakcji częściej doświadczasz w życiu. Poniższe wskazówki pomogą Ci, kiedy pod¬czas praktyki domowej napotkasz trudności związane z dopuszczaniem do siebie uczuć, ich wyrażaniem oraz budowaniem pojemności emocjonalnej.

Jak możesz rozpoznać, że dotykasz swoich kruchych miejsc? Pomocny tu będzie język ciała, choć być może dopiero zaczynasz go poznawać. Dla¬tego wymienię kilka przykładów, które obrazują, co się może dziać, kiedy dotykasz wrażliwych części.

Kiedy rozpoznajesz w sobie tendencję do zalania uczuciami, a więc do¬świadczasz także podwyższonego poziomu lęku, możesz:

  • Odczuwać wiele objawów somatycznych związanych z lękiem, na przy¬kład zawroty głowy, skurcze w brzuchu, pocenie się rąk, szum w uszach, suchość w ustach.
  • Mieć gonitwę myśli czy niepokojące fantazje, że zaraz rozpadniesz się na kawałeczki albo że już zawsze będziesz się tak czuć.
  • Doświadczać wysokiej intensywności przeżywania, a zarazem jednorod¬ności emocjonalnej:k iedy tylko poczujesz smutek, bardzo szybko przechodzi on w rozpacz i nie masz dostępu do innych stanów; kiedy dopuścisz do siebie złość, po chwili eskaluje ona do wściekłości, która będzie Cię dosłownie rozsadzać; kiedy przyjdzie radość, z automatu przerodzi się w euforię, która może bardzo szybko minąć, a jej miejsce zajmie przygnębienie; kiedy poczujesz strach, niepostrzeżenie rozrośnie się on do lęku, a ten z kolei przemieni się w spiralę lęku przed lękiem; każdemu odczuciu towarzyszy słowo „wyłącznie”. W danej chwili czu¬jesz wyłącznie rozpacz, wyłącznie wściekłość, wyłącznie lęk – nie ma tam miejsca na nic innego – panuje jednorodność emocjonalna.
  • Doświadczać sytuacji, kiedy aktualne stany emocjonalne błyskawicznie się połączą z sytuacjami z przeszłości, zaburzając ciągłość linii czasu i za¬bierając Cię z teraźniejszości (odtworzenie traumatyczne*).
  • Przeżywać sprzecznie swoje ciało jako groźny worek objawów, a zarazem jako jedyne miejsce, w którym możesz się schronić.
  • Za wszelką cenę chcieć naraz przeżyć wszystko, co się w Tobie dzieje.
  • Czuć niepokój, kiedy będziesz chciał(a) przerwać doświadczanie emocji. Trauma często każe nam wierzyć, że musimy coś przeżyć od początku do końca. To nie jest prawda.

Jeśli rozpoznajesz powyższe doświadczenia, prawdopodobnie niektó¬re z Twoich kieszeni kruchości powodują zbyt gwałtowny wzrost poziomu uczuć i eskalację lęku. Zwykle są to miejsca związane z traumatycznymi doświadczeniami, a więc z niską pojemnością emocjonalną. Jak już wiesz z poprzedniego rozdziału, możesz pracować nad jej zwiększaniem. Bę¬dziesz także mogła (mógł) wygaszać ścieżki, które prowadzą do zalewa¬nia emocjami.

Gdy masz tendencję do izolacji afektu, a więc odłączasz się od czucia, kiedy się zbliżasz do swoich kruchych miejsc, możesz:

  • Doświadczać nudy i obojętności.
  • Uruchamiać podważającą narrację: na temat tego, co się dzieje: „To głupie, bez sensu. I tak nic się nie zmieni. Po co mi te emocje?”; wprost atakując siebie: „Ja nie mam uczuć, jestem pusta(-ty) w środ¬ku. Nie można mi pomóc, jestem beznadziejnym przypadkiem”.
  • Odłączać się od ciała: ignorując jego sygnały; używając go, żeby nie czuć – na przykład jedząc, trenując, sprzątając mieszkanie.
  • Opuszczać siebie w trakcie praktyki, mechanicznie wykonując ćwiczenia albo przekraczając swoje granice, by za wszelką cenę coś poczuć.
  • Umniejszać temu, co się pojawia: „Może i coś czuję, ale to zaraz minie. A poza tym, to jest prawie niezauważalne”, albo wprost temu zaprzeczać: „To tylko napięcie w klatce piersiowej, a nie prawdziwe emocje”.

Wymieniłam tu jedynie niektóre sposoby przejawiania się izolacji afektu. Chociaż nie jest to kompletna lista, może być kierunkiem do rozpoznania, ja¬kie schematy włączają się automatycznie, kiedy dotykasz bolesnych miejsc.

Fragment pochodzi z cz. I „W stronę ciała”, rozdz. 4 „Kieszenie kruchości”, książki „Ciało, mój dom”.